15 grudnia 2013

BIELINEK KAPUSTNIK

(PIERIS BRASSICAE)


Bielinek kapustnik jest średniej wielkości motylem dziennym z rodziny bielinków. Jest on chyba jednym z bardziej znanych i częściej spotykanych naszych krajowych motyli, jego jasne ubarwienie z charakterystycznymi ciemnymi plamkami na skrzydłach oraz największy rozmiar z pośród polskich bielinków pozwalają bez problemu zidentyfikować bielinka kapustnika. Długość przedniego skrzydła tego motyla to maksymalnie 3,5 cm.

Tło wewnętrznych powierzchni skrzydeł jest prawie czysto- białe, u obu płci narożniki przednich skrzydeł są czarne, u samic na przednim skrzydle znajdują się 2 czarne plamki, których u samców niema, spodnia część skrzydeł ma zabarwienie lekko żółtawe- u samic żółta barwa jest mocniejsza. Kropka na skrzydłach po stronie zewnętrznej jest bardzo dobrze widoczna u samic.


Bielinek kapustnik jest motylem wędrownym, bardzo pospolitym i o niewielkich wymaganiach środowiskowych, spotyka się go w bardzo różnych miejscach- w rezerwatach i w parkach czy skwerach miejskich, w górach zalatuje do 2000 m.n.p.m.

Dawniej kapustnik występował w mniejszych ilościach, do eksplozji rozwoju tego gatunku przyczynił się rozwój rolnictwa a w szczególności upraw jego ulubionej rośliny żywicielskiej- kapusty. W związku z tym, że gąsiennice bielinka kapustnika zjadają liście kapusty, traktuje się je jako szkodniki, stosowane środki chemiczne działają jednak znacznie silniej na inne gatunki motyli, a na kapustnika tylko chwilowo. Pierwotnymi roślinami pokarmowymi bielinka kapustnika są: gorczyca polna, rzodkiew świerzepa i inne rośliny krzyżowe.

W niektóre lata dochodzi do masowych pojawów tego gatunku, osobniki masowo migrują, stając się bogatym źródłem pokarmu dla polujących na nie ptaków, gadów i ssaków.

Imago czyli postać dorosła motyla występuje w dwóch do trzech generacji- I od połowy kwietnia do początku czerwca, II od połowy lipca do końca sierpnia, III podczas ciepłych końcówek lata i początków jesieni.
Gąsienica również występuje w trzech pokoleniach- I sierpień- październik, II czerwiec- lipiec, III we wrześniu. Zimuje poczwarka.


Źródła: "Motyle Polski Atlas" Jerzy Heintze; Warszawa 1990.
             "Motyle Leksykon Przyrodniczy" Helgard Reichholf-Riehm; Warszawa 1996.

12 grudnia 2013

CZATOWNIA - UMIEJSCOWIENIE, BUDOWA, SÓJKI I KRUKI.

Ostatnio postanowiłem zrobić naturalną czatownię, z której będę korzystał w sezonie jesienno- zimowym, podczas pobytów na Kaszubach. Pierwszym celem czatowni są kruki.



Jako miejsce na czatownię wybrałem skraj bardzo dużego pola znajdującego się w środku lasu, daleko od dróg i zabudowań, dodatkowo miejsce, które sobie upatrzyłem znajdowało się w najwyższym punkcie na obwodzie pola.

Z założenia do budowy czatowni miałem używać tylko elementów z najbliższego otoczenia, dlatego też za miejsce wybrałem zagłębienie w terenie znajdujące się pomiędzy młodą sosną a starym i porośniętym mchem pniem przewalonego drzewa. Takie warunki pozwoliły mi na zminimalizowanie potrzebnych materiałów i pracy potrzebnej do zbudowania czatowni- szałasu.


Budowanie czatowni trwało niewiele ponad godzinę, na początku wykorzystując zagłębienie, drzewo i pień zrobiłem ze znalezionych nieopodal grubszych gałęzi stelaż oraz szparę na obiektyw od strony pola, później używając najpierw wyschniętych gałęzi świerkowych a następnie ściętych świeżych gałęzi przykryłem konstrukcję.


Tak wygląda front czatowni ze szparą na obiektyw:


Na koniec wyłożyłem podłoże drobnymi gałązkami świerkowymi. Ścinając gałęzie świerkowe należy odcinać po 2-3 gałęzie z kilku drzew a nie ogołacać drzewa dokumentnie.


Po zbudowaniu szałasu znalazłem dużą rozgałęzioną gałąź i wbiłem ją w ziemię jakież 8- 10 m. od czatowni.

Na gałęzi pozatykałem skrawki mięsa, mające przyzwyczaić ptaki do miejsca.

Po kilku godzinach gdy przyszedłem sprawdzić, mięsa już nie było, założyłem kolejne przynęty a u podstawy położyłem kość ze skrawkami mięsa.


Następnego dnia rano po sporej kości nie było już śladu, tym bardziej po skrawkach mięsa. Założyłem nowe przynęty.

Trzeciego dnia przyszedłem do czatowni jeszcze przed świtem, na gałąź założyłem skrawki mięsa, rozłożyłem karimatę i cały czas trzymając aparat czekałem... wreszcie zaczęło świtać a ze świtaniem pojawiły się przeróżne odgłosy dookoła mnie, z początku nie miałem pojęcia co to. W pewnym momencie zobaczyłem 2 metry nad sobą sylwetkę ptaka- to była sójka, najpierw jedna, potem dwie w końcu koło sześciu. Sójki na zmianę zaczęły kursować między drzewem, pod którym leżałem a gałęzią z mięsem, ja pozostałem niezauważony.


Niestety w pewnym momencie na gałęzi usiadły aż 3 ptaki i okazało się, że jest ona za słabo wbita w ziemię- przewaliła się. I to niestety popsuło moje polowanie na kruki. Nie mogłem wyjść z ukrycia aby poprawić gałąź, a w oddali było słychać nadlatujące kruki.

Przez kolejne pół godziny kruki krążyły w najbliższej okolicy pola by wreszcie, zbliżyć się do mnie. Przyleciały trzy sztuki usiadły na gałęziach nade mną i zaczęły niesamowicie donośnie krukać!

Co za niesamowity i przyprawiający o dreszcze dźwięk! Kruk! Kruk! 
Niestety kruki tylko chwilę posiedziały na gałęziach ponad moją głową (ten najbliżej był 3-4 metry nade mną) Ja nie mogłem zrobić zdjęcia w górę bo zmieniając pozycję spłoszyłbym ptaki. Po chwili kruki zamiast wylądować przy mięsie ze wspaniałym łopotem wielkich skrzydeł wzbiły się w powietrze i odleciały, może jakby gałąź nie była przewalona ptaki skusiły by się i któryś z nich podleciał by do mięsa...


Potem przyleciały jeszcze raz sójki a kruki odzywały się tylko z oddali.

Mam nadzieję, że kolejna zasiadka będzie bardziej owocna jeśli chodzi o zdjęcia. Natomiast sam fakt przylotu kruków uważam za bardzo fajne przeżycie.